Alicja Wasiluk
Drogie Kobiety Wyzwolone i te jeszcze nie,
w dniu naszego święta chciałabym zwrócić waszą uwagę na ciekawą rzecz.
Wiele z nas żywi jakieś kompleksy, nie do końca podoba się sobie. A to krzywe zęby, a to zbędne kilogramy, a to nieśmiałość, zbyt mała elokwencja…

Oczywiście nie mam tu na myśli np. lenistwa, czy innych niewłaściwych zachowań, które też mogą być powodem do zmartwień. Na to przecież mamy wpływ.
Chodzi mi o te wszystkie niezależne od nas cechy wyglądu, temperamentu, które zdają się być naszym utrapieniem. Może myślisz, że zostałaś stworzona wadliwa? Może czujesz się niewystarczająco…(wstaw swoje)… i przez to gorsza od innych.
Nic bardziej mylnego!
Jeśli gdzieś ci dano mniej, to dlatego, że gdzie indziej dostałaś więcej. A jesteś nieidealna, bo widać masz jakieś ważne zadanie do wykonania i potrzebne ci do niego trzeźwe spojrzenie.
„Bym się więc z nadzwyczajności objawień zbytnio nie wynosił, wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował abym się zbytnio nie wynosił”
II Kor 12:7
Wyobraź sobie, że coś ważnego osiągnęłaś. Wszyscy cię chwalą, gratulują, podziwiają. Jakże łatwo pomyśleć: Jestem niesamowita! Idealna! Sama jestem autorką swojego sukcesu!
Ale wtedy twoja ukochana wada przychodzi z pomocą: Na pewno jesteś taka idealna? A ja? Przyjrzyj się dobrze…
Dostałaś nie ułomność, nie cierń, który cię kole, ale dar Boży, który cię otrzeźwia i nie pozwala popłynąć w nieodpowiednim kierunku.

Z okazji Dnia Kobiet, chciałabym więc wszystkim paniom, zwłaszcza tym młodszym, rzucić taki oto challenge: Pokochaj swój cierń! Bądź jak róża, piękna – mimo swoich kolców i dzięki nim.